Strzelanina pod Wrocławiem. Nowe, szokujące informacje

Tragedia rozegrała się w nocy z soboty na niedzielę, 3 grudnia. Policjanci przygotowali zasadzkę na bandytów, chcących obrabować bankomat. Do akcji w Wiszni Małej pod Wrocławiem zaangażowano 12 antyterrorystów. Na czele grupy szedł funkcjonariusz z tarczą balistyczną. Gdy mundurowi próbowali zatrzymać jednego z przestępców, który wdarł się do kontenera z bankomatem, ten otworzył do nich ogień. Jak donosi RMF FM, użył karabinka kałasznikowa o kalibrze 7,62 mm. Był on znacznie potężniejszy niż którykolwiek z produkowanych współcześnie karabinków. Ranił policjanta z tarczą w udo. Ten osunął się i odsłonił idących za nim kolegów.  

Komendant Główny Policji – nadinsp. dr Jarosław Szymczyk tłumaczył, że funkcjonariusze również odpowiedzieli ogniem. Ocenił, że że działania na miejscu prowadzone były zgodnie ze sztuką policyjną. Portal GazetaWroclawska.pl dotarł jednak do nowych, szokujących ustaleń. Według serwisu, mundurowi najpierw użyli paralizatora, a dopiero po nim pistoletów. Nie wiadomo, dlaczego. W strzelaninie zginął 40-letni funkcjonariusz. Służbę w policji pełnił od 14 lat. Od 8 pracował jako antyterrorysta. Miał żonę i dwójkę dzieci w wieku 8 i 12 lat. Trzech innych policjantów zostało rannych. Ich życiu nic jednak nie zagraża. Jeden z funkcjonariuszy został postrzelony w udo, drugi w biodro, trzeci w dłoń.

Do sprawy odniósł się Jerzy Dziewulski, antyterrorysta i m.in. były szef ochrony Aleksandra Kwaśniewskiego. – Często idzie się na tzw. macanego, na wyczucie, bo trzeba czemuś zapobiec. Wiemy kim jest przestępca, ale nie wiemy, jak jest uzbrojony. To jest niestety wkalkulowane w robotę policyjną i tego nie da się zmienić. Każdy policjant, a w szczególności każdy antyterrorysta, idąc na interwencję do przeciwnika, który jest agresywny, ma broń, materiały wybuchowe, czy inny sprzęt, tak naprawdę idzie taką ścieżką śmierci. Jeżeli wszystko się uda to dobrze. A tu im się nie udało – powiedział Fakt24.pl. – To byłaby najgłupsza sytuacja z możliwych, gdyby w tej chwili, zamiast zająć się rodzinami policjantów, zajęto się poszukiwaniem winnych. Nie ma winnych w warunkach, kiedy wiedza policjanta jest zdobywana przy pomocy informatorów. To jest wiedza, którą informator przekazuje lub nie. I nic więcej zrobić z tym nie można. Można mu tylko zaufać i spróbować przy pomocy drugiego źródła sprawdzić, czy mówi prawdę. Ale często jest tak, że nie można zweryfikować informacji – dodał Jerzy Dziewulski.

Strzelaniny nie przeżył bandyta, który otworzył do mundurowych ogień. Ustalono, że był nim 42-letni mieszkaniec województwa wielkopolskiego. Mężczyzna był wcześniej notowany m.in. za włamania, kradzieże i udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Jego wspólnik, który czekał w samochodzie – został zatrzymany. To 41-letni Jacek S., mieszkaniec województwa pomorskiego. Jak informuje RMF FM, mężczyzna usłyszał zarzut włamania do bankomatu i usiłowania kradzieży kilkudziesięciu tysięcy złotych. Podobno przyznał się do winy tłumacząc się trudną sytuacją materialną.

Funkcjonariusze zatrzymali też trzecią osobę zaangażowaną w przestępstwo, której nie było na miejscu zdarzenia, ale która – jak ustalili – współpracowała z bandytami. To mieszkaniec powiatu legionowskiego. 

Zobacz też:

Strzelanina pod Wrocławiem. Nie żyją dwie osoby

Policjanci kroczyli ścieżką śmierci, ale to bandyta mógł zginąć pierwszy!

MIN, gazetawroclawska.pl, RMF FM