11-latka siedzi w więzieniu. Jej matka jest seryjną zabójczynią

Shirin Gul przyznała się, że wraz z kochankiem Rahmatullahem i 18-letnim synem Samiullahem zamordowali 27 mężczyzn. Śledztwo rozpoczęło się w 2004 r., gdy niedaleko Kabulu odkryto nagie ciało zamordowanego biznesmena. Szybko trafiono również na trop pozostałych, w tym na ciało 60-letniego pierwszego męża kobiety. Część zwłok była zakopana w ogródku jej poprzedniego domu w Dżalabadzie, a kolejne już koło nowego, w Kabulu.

Jak ustalili śledczy, Shirin Gul zapraszała do domu mężczyzn, którzy wynajmowali ją na seks. Następnie podawała im naszpikowane narkotykami herbatę i kebab. Kochanek i syn kobiety dobijali ich i okradali, a ciała zakopywali. Shirin Gul okrzyknięto największą seryjną morderczynią w Afganistanie. Obecnie odsiaduje wyrok dożywocia. A razem z nią za kratami siedzi jej 11-letnia córka, Meena. Jak to możliwe?

Okazuje się, że jej przypadek, choć niecodzienny, nie jest odosobniony. Szacuje się, że w więzieniach na terenie całego kraju mogą znajdować się setki dzieci. Wszystko przez afgańskie prawo, które pozwala osadzonym płci żeńskiej na zabranie ze sobą dziecka. Mogą je trzymać za kratkami aż do 18 roku życia. Choć w wielu przypadkach może to być uzasadnione (brak osoby, która mogłaby się dzieckiem zaopiekować), to z pewnością ma ogromny wpływ na rozwój młodego człowieka, który będzie miał problem z odnalezieniem się na wolności.

Tak jest w przypadku Meeny, która nie zna innego życia. Matka zaszła w ciążę ze strażnikiem więziennym, by uniknąć pierwotnie orzeczonej kary śmierci przez powieszenie. Dziecko nigdy nie przekroczyło progu więzienia w Dżalalabadzie i prawdopodobnie nie zrobi tego przez następne siedem lat. Matka w rozmowie z dziennikarzem New York Timesa zapewnia, że nie da jej odejść. – Zabiję cię, zamierzam tam przyjść i wydłubać ci oczy – mówi w pewnym momencie do reportera. Jednak wystarczyło, by siedząca obok cichutka Meena powiedziała spokojne “cii”, by kobieta natychmiast się uspokoiła. 

/New York Times, BBC/

Zmusili go do napisania listu do Mikołaja. Wyszło mrocznie

Pracownik stracił rękę, a kolejny spadł z 3 metrów. Sprawę badają kryminalni

KMK